Labrador i morze

Rubik już raz spędził z nami weekend nad Bałtykiem, ale minione dwa tygodnie to była dopiero prawdziwa uczta. Nasz labrador praktycznie nie wychodził z wody. Psy są na pewno dużo lepszymi pływakami niż ludzie ale wyczyny Rubeusa przechodziły nasze najśmielsze oczekiwania.

Zaczynało się z reguły od niewinnego przyniesienia patyka z wydmy. I dalej hulaj duszo aport w sam środek największych fal raz, drugi, trzeci, … , trzydziesty trzeci, … pan już masował ramie i nie miał ochoty a Rubik i owszem. Potem przymusowe wyciąganie z wody i relaks pod parasolem. I tak kilka razy dziennie. Efekt dość prosty do przewidzenia. Rubik schudł prawie trzy kilogramy, nabrał mięśni i kondycji. A pańciowi zabrakło karmy no i musiał dokupić trzy kilogramowy worek na miejscu bo labradorek apetyt miał do tego ogromny. Aż żal było wracać do domu…

31 sie 2008 | 0 | na każdy temat

Dodaj komentarz